I zaraz dodał: Teoretycznie nie było czego przerywać, ponieważ za drzwiami panowało milczenie. Tammy wpatrywała się w Marka błyszczącymi oczami, oczekując odpowiedzi na swoje pytanie, a on nie znajdował słów. - Pewnie Danny nie chciał jej o tym mówić. Liczył na to, że zaaprobujemy ich związek. Beck, mój brat przeszedł pranie mózgu. Zaczął się za nas modlić. Uwierzysz w to? Padł na kolana przed fotelem Huffa i zaczął na głos prosić Boga o nasze zbawienie. Przez dobre dziesięć minut nadawał, jak to powinniśmy zmyć z siebie grzechy i nieprawość. Myślałem, że Huff dostanie zawału. Serce Becka rozpoczęło szaloną galopadę. - Danny chciał powiedzieć księdzu, co stało się z Iversonem, prawda? - spytał. - Słucham? - To była przeszkoda, przyczyna psychicznej udręki Danny'ego. Nie mógł poślubić kobiety, którą kochał, dopóki nie oczyścił swojego sumienia i nie wyspowiadał się ze swego grzechu przeciwko Gene'owi Iversonowi. Tyle tylko, że nie mógł tego zrobić bez wskazania palcem na ciebie i Huffa. Danny wiedział, że Huff zabił Iversona i... - Huff nie zrobił niczego takiego - Chris wstał i nalał sobie kolejną whisky. - Jak tak dalej pójdzie, zdążę się upić przed lunchem, chociaż, jakie to ma znaczenie - wskazał na rząd okien. - Dziś i tak nie pracujemy. Usiadł i spojrzał na Becka, który wpatrywał się w niego bez słowa. Chris uśmiechnął się lekko. - Nie możesz się doczekać, żeby to usłyszeć, prawda? W porządku, powiem ci. To był wy-pa-dek - ostatnie słowo wymówił, podkreślając sylaby. - Ty? Chris wzruszył ramionami. - Tamtej nocy wyszedłem z zebrania za Iversonem. Starłem się z nim na parkingu pracowniczym. Wziąłem ze sobą młotek, żeby bardziej go postraszyć. Miał trzymać gębę na kłódkę i nie robić problemów ze związkami zawodowymi. Idiota natarł na mnie jak byk, zmuszając do obrony. Chciałem się tylko bronić. Nie pamiętam, żebym uderzył go tak mocno, ale następną rzeczą, jaką zobaczyłem, był zakrwawiony młotek w mojej dłoni i dziura w jego głowie, wielkości półdolarówki. Cholera!, pomyślałem. Cholera jasna! Spanikowałem. Pobiegłem z powrotem do fabryki i sprowadziłem Huffa. Bałem się, że tymczasem ktoś natknie się na Iversona, ale akurat zaczęła się nowa zmiana, więc nikogo nie było na parkingu. Huff spokojnie ocenił sytuację. Uwierzył mi, że to była samoobrona. Powiedział, że nie potrzebujemy dochodzenia w tej sprawie. Najprostszym rozwiązaniem będzie ukryć ciało. Iverson powinien zniknąć. Bardzo mądra decyzja. Gdyby prokurator okręgowy zobaczył dziurę w jego czaszce, mógłby się upierać przy oskarżeniu. W każdym razie Huff powiedział mi, gdzie mam pochować ciało i jak to zrobić. Kazał Danny'emu, by mi pomógł, a przez ten czas razem z Rudym Harperem usunęli wszystkie ślady z parkingu i zadbali o samochód Iversona. Wiesz, teraz przyszło mi do głowy, że nigdy nie spytałem, co z nim zrobili. Hmm. - Gdzie go pochowałeś? - Jesteś moim prawnikiem, Beck - roześmiał się Chris. - Nie możesz wyjawić tego, co ci powiem. Ale jednak nie czuję się na tyle komfortowo, aby zwierzyć się z niektórych rzeczy. - Spojrzał na Becka z mieszaniną rozbawienia i rozdrażnienia. - Przestań tak na mnie patrzeć. Wcale nie chciałem go zabić, ale tak się złożyło i nic już nie mogło tego zmienić. Ja musiałem żyć dalej. Oczywiście, był jeszcze ten proces; bolesna rzecz, ale dobrze się skończyła. - Nigdy się nie obawiałeś, że poniesiesz odpowiedzialność, prawda, Chris? To po tym, jak przekonałeś się, że Huffowi udało się wywinąć od kary za zabicie Hallsera. - Hallsera? - Chris zmarszczył brwi, usiłując przypomnieć sobie, o kim mowa. - Byłem wtedy jeszcze dzieckiem. Ledwo to pamiętam. - Kłamiesz, Chris. Byłeś tam, widziałeś, co się stało i wywarło to na tobie ogromne wrażenie. - Ani steku z kangura - uzupełnił z udawaną powagą Mark. - Pannę Ingrid może pani poznać później, nie ma pośpie¬chu - oznajmiła pani Burchett. - Teraz musi pani odpocząć. Taka długa podróż, tyle wrażeń, tyle nowych twarzy... Wy¬ - Zdobyła się na uśmiech, choć w rzeczywistości nadal zbierało się jej na płacz. - A teraz idę zająć się drzewami. Lepiej, żeby sobie wreszcie poszedł i zostawił ją sa¬mą. W przeciwnym razie ulegnie pokusie, wtuli się w jego ramiona i... skończy jak Lara. Ta myśl natychmiast ją otrzeźwiła. Poczuł się zawiedzony. Przyzwyczaił się do tego, że na kolacji zjawiała się w jednej z pięknych kreacji siostry. - Dosyć! Moja przeszłość nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu chcę wrócić do siebie. - Może przestałeś być sobą i tylko udajesz siebie - powiedział spokojnie Mały Książę. - Ale, jeśli zechcesz, możesz Mark spochmurniał i zacisnął usta. miejsca. - Dla większości ludzi inwentaryzacja i katalogowanie to prawdziwe utrapienie, więc zgłosiłam się do tej pracy na ochotnika. Nawet w wieku komputerów nadal kocham zapach starych książek. - Ja też. Uśmiechnęły się do siebie. Jessica usiadła na obitym tkaniną stołeczku. - Masz ochotę na babeczkę i filiżankę kawy? - Nie, dziękuję. - Wszyscy w piekarni mówili dziś o panu Hoyle'u. Czy jego stan jest poważny? - Wszystko wskazuje na to, że się wyliże. Wczoraj zdarzyło się coś, o czym chciałam z tobą porozmawiać. Nie wiem, czy to ważne, ale między innymi z tego powodu opóźniłam swój powrót do domu. - Co się stało? - Szeryf Harper i detektyw Scott przesłuchiwali Chrisa w związku ze śmiercią Danny'ego. - Sayre streściła zaskoczonej Jessice to, o czym opowiedział jej Beck. - To tylko pudełko zapałek. Jak zauważył Beck, obrońca potrafi przedstawić tysiąc i jeden sposobów, w jaki mogło się ono znaleźć w domku rybackim bez udziału Chrisa. To żaden dowód. - Ale wystarczył, żeby policja zaczęła zadawać sobie pytanie, czy owego popołudnia Chris spotkał się z Dannym. - Też się nad tym zastanawiam, Jessico. Słyszałaś ostatnio o jakimś sporze pomiędzy Dannym i Chrisem? - Zawsze żyli w niezgodzie, czyż nie? Ich charaktery i zainteresowania nie mogły się bardziej różnić. Danny wiedział, że Chris jest faworytem waszego ojca, ale nie przeszkadzało mu to zbytnio. Chris jest lustrzanym odbiciem Huffa, Danny nie. Wiedział o tym, akceptował to i chyba nawet podobała mu się ta sytuacja. Nie chciał być taki sam, jak oni. - Czy zabiegał o względy Huffa? - Nie. Myślę, że nie było to dla niego aż tak istotne. Nie zazdrościł Chrisowi, jeżeli do tego zmierzasz. - A czy Chris był zazdrosny o Danny'ego? Jessica roześmiała się, wyraźnie zaskoczona. - Dlaczego miałby być? - Nie wiem. Strzelam na ślepo. - Sayre wstała i podeszła do okna, z którego widać było to samo śliczne podwórko. Wróble już odleciała pszczoły brzęczały pracowicie, unosząc się nad amarantowymi kwiatami róż. Po spękanych płytkach chodnikowych wędrowała tłusta czarna gąsienica. - Nie wiem, czego szukam, Jessico. Pomyślałam, że Danny wspominał o jakiejś kłótni lub konflikcie między nim a Chrisem. - Chris spotyka się z zamężną kobietą. Danny tego nie pochwalał, ale z tego, co mi opowiadał, cudzołóstwo nie było dla jego brata niczym nowym. Pod względem moralnym obaj zawsze byli na przeciwległych biegunach. Coś mi mówi, że... - Jessica zamilkła. Sayre odwróciła się od okna i spojrzała na nią. - Coś ci mówi, że co? - To po prostu przeczucie. Nie mogę mieć pewności. Sayre usiadła na krześle i pochyliła się w kierunku dziewczyny. - Znałaś Danny'ego lepiej niż ktokolwiek inny. Myślę, że dużo lepiej niż jego własna rodzina, a nawet on sam. Ufam twoim przeczuciom. - Ten problem, który dręczył Danny'ego... - Sądzisz, że miał jakiś związek z Chrisem? - Nie. Zrozumiałem, dlaczego nie chciałaś wybrać się tam ze mną. Gdyby Badacz Łańcuchów zobaczył mnie z tobą, - Nie rozumiem.
Nie mogła się powstrzymać i znowu spojrzała na Rainie. przy tym samym stoliku co zawsze i zamówili późny lunch. - Nie potrzebuję kawy. Potrzebuję wyjaśnień. Zdezorientowane dzieci stawiają znak równości między sławą i zbrodnią. Nie rozumiecie? - Ma pani jakiś pomysł? dotykał ich córki. Podziwiał idealne paluszki u rączek i stópek. Potem dotknął - Dowody wskazują, że wbrew temu, co wcześniej ustalono, córka mo¬ – Tak – odpowiedziała cicho. miesiąca. Ręce Kimberly zaczęły drżeć. Była o włos od wybuchu. Wolałaby, - Wypadek zdarzył się dwadzieścia pięć kilometrów od mieszkania ani współczuć. Całe swoje życie spędziłeś na udawaniu istoty ludzkiej, przeistaczając Człowiek może się bronić. Może nawet zabić napastnika, stając się tym, kto Amity rozłożył swoje narzędzia. Z dumą wyciągnął dwie pary rękawi¬ - Chyba nie powinnam z tobą rozmawiać - powiedziała cicho. - Znasz zdrobnienie mojego imienia.
©2019 do-zupelnie.swidnica.pl - Split Template by One Page Love